Najlepsze niszczyciele czołgów II wojny światowej

450782243938249437.jpg

Od razu uspokajamy miłośników techniki wojskowej. Tytuł ma tylko przyciągnąć laików w tym temacie. “Niszczyciel czołgów” to bardziej chwytliwa nazwa, aczkolwiek fachowo powinno się określać go mianem samobieżnego działa przeciwpancernego, chociaż i tu bywają spory i kontrowersje. Takie pojazdy na frontach II wojny światowej wykorzystywane były nie tylko do zwalczania czołgów i pojazdów opancerzonych przeciwnika, lecz też wsparcia piechoty. Podczas działań wojennych powstało kilka modeli, które zasługują na szczególne uznanie.

Jagdpanther

Zdaniem wielu historyków Jagdpanther był najlepszym niszczycielem czołgów, który powstał w okresie II wojny światowej. Jest to o tyle znamienne, że powstał na podwoziu czołgu Panzer V Panther, który z kolei uznawany jest za najlepszy czołg tego okresu. Model ten zamówiony został już w październiku 1942 roku, jednak liczne zmiany konstrukcyjne sprawiły, że do służby wszedł dopiero w pierwszej połowie 1944 roku. Trudności produkcyjne III Rzeszy sprawiły, że do końca wojny stworzono niewiele ponad 400 egzemplarzy tego pojazdu. Mimo to zapisał się w historii jako jeden z najlepszych. Znakomicie łączył w sobie mobilność, opancerzenie oraz najistotniejszy element, którym było uzbrojenie. Czołgowy wariant niemieckiej armaty przeciwpancernej PaK 43 kal. 88 mm KwK 43 był w stanie z ponad kilometra przebić pancerz każdego alianckiego pojazdu pancernego. Była to jedna z najlepszych armat II wojny światowej, która nie miała sobie równych pod względem celności. Jagdpanther bardzo dobrze sprawdził się podczas walk w Normandii, Ardenach oraz na froncie wschodnim, gdzie stanowił postrach dla czołgów ciężkich IS-2.

Jagdpanzer 38(t) Hetzer

Bardzo ciekawą i udaną konstrukcją wchodzącą w skład niemieckich wojsk pancernych był Hetzer. Budowany był na podwoziu czołgu PzKpfw 38(t), czyli czechosłowackiego LT-38. Był on nowatorskim rozwiązaniem, które znacząco odróżniało się od innych pojazdów z tego okresu. Przede wszystkim charakteryzował się mniejszymi rozmiarami, a także tanią i szybką produkcją. W ciągu roku wyprodukowano ponad 2800 jego egzemplarzy, przez co pod koniec działań wojennych był jednym z najczęściej spotykanych niemieckich pojazdów. Niska sylwetka, pochylony pancerz oraz całkiem dobre działo sprawiały, że niszczyciel ten idealnie nadawał się do zasadzek. Problemem było jednak umieszczenie armaty po prawej stronie pojazdu, co utrudniało ruchy ładowniczemu i celowniczemu. Jednym z debiutów Hetzera na froncie było Powstanie Warszawskie, podczas którego Polakom udało się zdobyć jeden z pojazdów i przechrzcić go na „Chwata”. Po wojnie Hetzer używany był przez armię szwajcarską do lat 60.

Sturmgeschütz III

Najliczniej produkowanym i używanym podczas wojny działem samobieżnym był Sturmgeschütz III. Opracowany został pod koniec lat 30. jako wóz wsparcia piechoty. StuG III swój debiut zaliczył podczas kampanii francuskiej w 1940 roku. Pierwsze wersje z krótkolufową armatą dobrze wywiązywały się ze swej pierwotnej roli, jednakże w starciu z radzieckimi czołgami okazały się bezużyteczne. Od wersji F zmieniono uzbrojenie na długolufowe działo 7,5 cm StuK 40 L/43, a następnie L/48 kal. 75 mm. Najliczniej produkowana była wersja StuG 40 Ausf. G, której stworzono około 8 tysięcy sztuk. Ogółem wyprodukowano ponad 10,3 tysiąca egzemplarzy. Były to uniwersalne pojazdy, które dzięki swej obecności były uwielbiane przez piechotę. Służyły do łatania wielu dziur na froncie. Przyjmuje się, że były one odpowiedzialne za zniszczenie przeszło 20 tysięcy radzieckich pojazdów!

M36 Jackson

Jednym z najlepszych pojazdów tego typu używanych na froncie zachodnim był M36 Jackson. Stanowił on następce M10 Wolverine, którego działo okazało się niewystarczające na Pantery i Tygrysy. Pojazd ten skonstruowany został na podwoziu M10, lecz zwiększono jego pancerz, a także zastosowano w nim armatę M3 kalibru 90 mm, która potwierdziła swoją skuteczność w starciu z niemieckimi pojazdami. Do końca wyprodukowano go w liczbie około 1400 sztuk. O jego sile i możliwościach Niemcy przekonali się szczególnie podczas bitwy w Ardenach.

M18 Hellcat

Inną niezwykle udaną konstrukcją wprost ze Stanów Zjednoczonych był M18 Hellcat. W historii zapisał się między innymi jako najszybszy czołg II wojny światowej. W terenie rozpędzał się do 30 km/h, natomiast na drodze – do przeszło 80! Na przełomie 1941 i 1942 roku w Detroit rozpoczęto prace nad zupełnie nowym niszczycielem czołgów, który miał zostać uzbrojony w nową armatę przeciwpancerną kalibru 76,2 mm. Zastosowanie sinika o dużej mocy oraz chęć stworzenia lekkiego pojazdu sprawiły, że zyskał on niezwykle cienki pancerz o maksymalnej grubości 25 mm. Pierwsze egzemplarze M18 trafiły do służby na początku 1944 roku. Brały udział w walkach we Włoszech, Francji, Belgii, Niemczech, a także na Pacyfiku. O pojeździe tym krążą różne opinie. Jedne osoby zarzucają mu znikomą wartość na froncie, wykorzystywanie jedynie w oddziałach rozpoznawczych, a także to, z czym zmagały się również załogi M36, czyli odkryta i mało opancerzona wieża. Załogi ceniły sobie jednak Hellcata za mobilność oraz dobre osiągi. Warto nadmienić, że w lipcu 1944 amerykański 630. batalion niszczycieli czołgów zgłosił zniszczenie 53 Panter, jednego Tygrysa oraz 15 dział pancernych, przy starcie 17 własnych maszyn. Do końca wojny wyprodukowano ponad 2500 sztuk. Niektóre z nich wzięły nawet udział w walkach na Bałkanach w latach 90.!

SU-85

Cenne doświadczenia zbierane na froncie sprawiły, że radzieckie wojska potrzebowały mobilnego, dobrze opancerzonego i skutecznego w walce niszczyciela czołgów. Tak też narodziło się działo samobieżne SU-85. Doświadczalne strzelania do Tygrysów zdobytych na froncie leningradzkim pokazały, że działa kalibru 45 i 76 mm na dystansie kilometra zupełnie nie radzą sobie z czołowym pancerzem niemieckiego czołgu. Dlatego też szybko przystąpiono do opracowania nowej armaty wz. 1943 D5S kal. 85 mm, która mogła bez przeszkód konkurować z niemieckimi odpowiednikami. Zdecydowano się stworzyć pojazd na podwoziu czołgu T-34. W połączeniu z dobrym opancerzeniem Sowieci otrzymali pojazd zdolny do walki z praktycznie każdym niemieckim czołgiem czy działem samobieżnym. Jego inną zaletą był fakt, iż mógł bezpośrednio towarzyszyć czołgom T-34 w natarciu. Znakomicie zarówno wspierał piechotę, jak również zwalczał pojazdy przeciwnika. Niestety jego największą wadą był brak karabinu maszynowego, przez co stawał się łatwym celem dla wyszkolonej piechoty. Do końca 1944 roku wyprodukowano ponad 2 tysiące sztuk SU-85.

SU-100

Na bazie SU-85 postanowiono stworzyć pojazd o lepszym uzbrojeniu. Podczas walk w 1944 roku okazało się, że armata kalibru 85 mm jednak nie zawsze radzi sobie z najnowszymi pojazdami przeciwnika. Dlatego też wprowadzono działo D-10S kal. 100 mm. Dzięki większej sile rażenia i penetracji było ono w stanie radzić sobie z Tygrysami Królewskimi. Do końca wojny wprowadzono do służby jednak tylko 500 sztuk, a w części z nich montowano także działa z SU-85. Pojazdy te wykorzystywane były w wielu armiach Bloku Wschodniego.

Elefant

Niemiecki niszczyciel czołgów, zwany również Ferdinandem, to bardzo kontrowersyjna konstrukcja. Z jednej strony był to pancerny potwór z tak grubym pancerzem, że jedynie artyleria i lotnictwo mogły go zniszczyć. Z drugiej jednak strony był to powolny kolos, który często ulegał awariom, a także był podatny na działania piechoty. Powstał na przełomie 1942 i 1943 roku. Niestety w związku z planowaną ofensywą na Łuku Kurskim został wprowadzony do służby zbyt szybko. Spora część utraconych w bitwie pojazdów wynikała z usterek technicznych. Niemniej jednak potężna armata PaK 43/2 L/71 kal. 88 mm niszczyła każdego wykrytego przeciwnika. Podczas walk jeden Ferdinand zatrzymywał radzieckie natarcie przez cały dzień nim został zniszczony z boku przez SU-122. Niemcy podczas bitwy utracili połowę z 90 posiadanych niszczycieli, jednak sami zgłosili aż 320 zniszczonych pojazdów przeciwnika! Ocalałe Ferdinandy zostały poddane modyfikacjom, dzięki czemu zyskały dwa karabiny maszynowe i przemianowane zostały na Elefanty.

Jagdpanzer IV

Pod koniec 1942 roku niemieccy dowódcy zdali sobie sprawę, że ich sprzęt jest niedostateczny w starciu z lepiej uzbrojonymi i opancerzonymi pojazdami radzieckimi. Dotyczyło to także dział samobieżnych. Zlecono wyprodukowanie nowych pojazdów, z których jednym okazał się Jagdpazner IV. Został on wykonany na podwoziu czołgu Panzer IV. Początkowo pojazd ten uzbrojono w armatę Pak 39 L/48 kal. 75 mm, z czasem jednak zmieniono ją na 75mm PaK 42 L/70 znaną z czołgów Panter. Takie wyposażenie sprawiało, że to działo samobieżne było w stanie poradzić sobie z każdym alianckim czołgiem na wschodnim i zachodnim froncie. W dodatku niższa sylwetka oraz pochyły pancerz czyniły go trudnym do zniszczenia.

Nashorn

Jest to kolejne niemieckie działo samobieżne, które całkiem dobrze poradziło sobie na obu frontach. Z potrzeby posiadania pojazdów zdolnych niszczyć T-34 i KV-1 Niemcy stworzyli prowizoryczny pojazd, który mimo wysokiej sylwetki i słabego opancerzenia okazał się niezwykle skuteczny. Nashorn oparty został na podzespołach czołgów Pz.III oraz Pz.IV. Jego zaletą była przede wszystkim armata przeciwpancerna 8,8 cm Pak 43 L/71 kal. 88 mm, dzięki której pojazd ten mógł razić pojazdy nawet z odległości 2 kilometrów. Dlatego też znakomicie sprawdzał się na froncie wschodnim, gdzie na płaskim terenie stanowił śmiertelne zagrożenie dla załóg radzieckich pojazdów. Nieoficjalny rekord to zniszczenie przez Nashorna sowieckiego czołgu z odległości 4600 metrów! Do służby trafiło około 500 sztuk tego pojazdu.

SU-152

W połowie 1942 roku zlecono prace nad ciężkim samobieżnym działem, którego głównym zadaniem miało być wsparcie piechoty. Tak też powstała konstrukcja SU-152. Stworzona została ona w oparciu o podwozie czołgu KV oraz uzbrojona w haubico-armatę wz. 1937/43 (ML-20S) kal. 152 mm. Debiut tego pojazdu przypadł na bitwę pod Kurskiem, gdzie SU-152 okazał się pogromcą niemieckich zwierząt, czyli Tygrysów i Panter. Ogromna siła pocisku sprawiała, że dosłownie rozrywał on pojazdy i płyty pancerne. Lżejszym pojazdom, jak Panzer IV, wręcz wyrywał wieże. Po pewnym czasie model ten zastąpiony został przez ISU-152, który również okazał się znakomitym pojazdem zarówno wsparcia piechoty, jak i podczas walki z niemieckimi czołgami.

Jagdtiger

Jagdtiger mimo piorunującego wrażenia, jakie wywołał na przeciwnikach, okazał się zupełnie nieprzydatną konstrukcją. Pojazd ten ważący 75 ton został najcięższym ze wszystkich, które zostały wykorzystane na frontach II wojny światowej. Zaopatrzono go w potężną armatę PaK 44/2 L/55 kal. 128 mm, a także solidny pancerz, przez co nazywany był mobilnym bunkrem. Niestety z powodu dużej wagi nie mógł przejechać przez większość ówczesnych mostów, a także ulegał częstym awariom. Spore gabaryty sprawiały także, iż był łatwym celem dla alianckiego lotnictwa. Do końca wojny wyprodukowano około 80 sztuk, które nie przyczyniły się do uratowania III Rzeszy.